Zwykła niedziela | Życie z cukrzycą

Życie z cukrzycą jest całkiem normalnym życiem, ale…nie można nigdy odpuszczać bo dostanie się po uszach.

Generalnie nasza codzienność polega na mierzeniu (cukru), ważeniu (jedzenia), przeliczaniu (insuliny) i podawania bolusów (z insuliny). I ustalmy, nie jest to trudna sprawa ale nie można odpuszczać…

Ostatnia niedziela to była leniwa niedziela, wprawdzie pod znakiem uzupełniania lekcji po nieobecności Panny H w szkole ale spędziliśmy ją na spokojnie w rodzinnym gronie.

I to był właśnie dzień odpuszczania.

Insulina na śniadanie poszła po śniadaniu a nie przed… niby nic strasznego, czasami się zdarza, pojawił się pierwszy szczyt na wykresie. No dobrze, nie będziemy się tym przejmować, bo przecież to nie tragedia…

Później drugie śniadanie i dokładnie ta sama sytuacja… no nic cukier nie przekroczył 200 więc wzdychamy i żyjemy dalej…

Później obiad, insulina podana w trakcie jedzenia, wydaje się, że wszystko dobrze, zadowoleni wyszliśmy na spacer. Zajrzeliśmy po drodze do sklepu i wyszliśmy z chrupeczkami, ulubionymi Hani. I jak zwykle pada pytanie: ‚Mamo, mogę?’ Kto tego nie zna?! Odpowiedź: „Możesz!’ ale w głowie kłębią się myśli: dopiero była insulina na obiad… nie mogę od razu podać kolejnego bolusa bo się nałożą i będzie hipo… ale chwila z drugiej strony, nie mogę ciągle wszystkie zabraniać bo to rodzi frustrację… no nic, niech je dam insulinę za pół godziny… damy radę…

I z takim nastawieniem wracamy do domu. Siadamy dalej do lekcji, w międzyczasie pomiar 180, jest niby ok i tak jakbym zapomniała o tych chrupkach bez bolusa…

Mija kolejna godzina, pomiar i Libra wskazuje już 240… w głowie pojawiają się niecenzuralne słowa ale cóż, korekta i żyjemy dalej…

I przychodzi pora na kolację, cukier już po ponad godzinie od korekty w normie, niby wszystko ok. Insulina podana przepisowo przed posiłkiem, kolacja zjedzona, oglądamy zadowoleni Masterchefa… jeszcze tylko zmiana wkłucia i spać…

Nie był to idealny dzień od strony cukrzycy ale czasami nie ma wyjścia trzeba trochę odpuścić… nie można 24h na dobę być na 100%, nie da się choćby się bardzo chciało… Człowiek czasami odpuszcza ale choroba niestety nie…

Wydawało się, że wszystko jest ok… zmieniamy wkłucie… Panna H stoi obok mnie i nagle mówi łamiącym się głosem, że ma niski cukier… (tak, Hania wyczuwa kiedy cukier szybko spada albo jest niski)

I tu zaczyna się szybka akcja, szybki pomiar Libra pokazuje 61 i strzałkę dół… dla przypomnienia dolna norma to 70… zwykle dla pewności sprawdzamy jeszcze glukometrem tym razem jednak szybki rzut oka na Panne H – blada i spocona – wystarczył aby być pewnym, że nie jest dobrze!

Tata sprintem do kuchni po sok, ja sadzam już trzęsącą się córkę na łóżku… wypija duszkiem pół kartoniku soku… słyszę ‚Mamo, głodna jestem’… to efekt niskiego cukru, organizm domaga się jedzenia, żeby dostarczyć glukozy do krwi… kilka chrupków kukurydzianych trochę ją ‚oszukuje’.

Nie mogę jej dać w tym momencie jeść bo musiałabym podać znów insulinę (choć przepisowo powinnam tak zrobić) a to spowoduje kolejne nałożenie się działania insuliny i kolejny spadek…

Kilka chrupków kukurydzianych później Panna H już w łóżku cały czas mówi że jest głodna, poziom cukru już  w normie ale uczucie głodu pozostało, podtykam dziecku niskowęglowodanowe przekąski w jak najmniejszych ilości, żeby nie wymuszać kolejnej insuliny… skanujemy sensor co chwilę, żeby kontrolować sytuację i tak nam mija pół godziny…

Dziecko w końcu zasypia, my jeszcze zanim pójdziemy spać skanujemy dużo częściej niż zwykle sensor, żeby wyłapać albo ponowny spadek albo wybicie cukru po soku i przekąskach…

Po ok godzinie zgodnie z przewidywaniami mamy cukier ok 200, podajemy korektę… Teraz na spokojnie, ostatnia podana na kolację insulina przestała już działać więc powinno być ok.

Budziki na noc ustawione, tym razem na 1:00, 2:30, 4:30, 6:00…

Można iść spać choć na chwilę…